Dieta na niby

Wraz ze wzrostem świadomości wpływu codziennej diety na nasze zdrowie, coraz uważniej przyglądamy się etykietom poszczególnych artykułów spożywczych, a konkretnie mówiąc temu, co znajduje się w ich składzie. Otyłość wciąż kojarzona jest z tłuszczem, ale nie tym, który się odkłada, lecz tym, który zjadamy. Boimy się tłuszczu jak ognia, a nie jest to do końca słuszne. Co więc robimy? Wybieramy produkty niskotłuszczowe lub te bez tłuszczu. Specjaliści od żywienia przestrzegają nas przed kupowaniem i jedzeniem takich rzeczy. Po pierwsze tłuszcze są potrzebne, po drugie lepsze naturalne tłuszcze niż substancje, które je zastępują, o których nic nie wiemy. A trzeba je czyś zastąpić, aby związać cząsteczki produktów. Lepiej więc kupić ser półtłusty niż taki bez tłuszczu. Podobnie ma się rzecz z majonezem i jogurtami. Dokładnie te same zasady należy odnieść do produktów obiecujących całkowity brak cukru. Skoro go tam nie ma, to czemu są takie słodkie. Produkty light to dieta na niby. Myśląc, że jemy zdrowiej, pozwalamy sobie na więcej. Tymczasem jedzenie light ma często tyle samo kalorii lub więcej, niż to uważane za cięższe. Przykładowo wafelek oblany czekoladą ma 99 kcal, a wafelek dietetyczny o tej samej wadze ma ich ponad 100.